Z Robertem Pogorzelskim, dyrektorem Polskiego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Montażu rozmawia Anna Twardowska.

Panie Dyrektorze, kiedy ostatnio zetknął się Pan z wirtualną rzeczywistością?

– Niedawno. Brałem udział w konferencji, na której prezentowały się firmy zajmujące się produkcją automatyki. Jedna z nich, mająca status prelegenta, zaproponowała wirtualną wycieczkę po ich wydziale produkcji. Jeszcze kilka lat temu, żeby zobrazować to, trzeba było pokazać film, zdjęcia lub niektóre maszyny. Przywiezienie tych ostatnich na konferencję, to duże wyzwanie logistyczne. Dzisiaj wystarczą okulary czy hełmy do VR i błyskawicznie przenosimy się na halę produkcyjną.

VR wykorzystuje się także w szkoleniach. Z tych nowych możliwości korzystają m.in. studenci medycyny. Brakuje donatorów, więc zamiast na ciałach, przyszli lekarze uczą się prowadzić sekcje zwłok wirtualnie, na symulatorach.

– Szkolenia z wykorzystaniem tych technologii także w inżynierii, to duże ułatwienie. Po pierwsze są znacznie tańsze, bo nie trzeba odpalać maszyny, żeby móc poćwiczyć, a czasami uruchomienie takiego procesu jest drogie. Po drugie daje to duży komfort psychiczny, bo nie ma ryzyka, że sprzęt może się zepsuć. Widzę w wirtualnej rzeczywistości duży potencjał do wykorzystania właśnie w procesach szkoleniowych.

Jak Polska wypada na tle innych państw w rozwoju VR?

– Moim zdaniem nie jest z tym najgorzej – przykłady polskich startupów z branży VR zdobywających międzynarodowe nagrody mówią same za siebie – a wciąż powstają nowe firmy. Jak na 38 mln kraj, ilość kilkudziesięciu firm tworzących VR, to całkiem dobry rezultat. Jednak  najbardziej dynamiczna jest Azja. Mało kto wie, ale to w Chinach  powstał pierwszy komunikator umożliwiający rozmowy głosowe i było to przed popularnym na świecie Skype’m. Do nas trafia głównie technologia ze Stanów Zjednoczonych, ale często są to rozwiązania naszych informatyków.

Nie rozumiem…

– Świat w ostatnich latach bardzo się skurczył. Polscy programiści mają biura np. w Gdańsku, ale pracują w Dolinie Krzemowej, więc czasami nawet o tym nie wiedząc, korzystamy z owoców ich pracy. Ma to jednak swoje minusy: „drenaż mózgów” przez firmy z ogromnym potencjałem finansowym.

Mimo to, chyba nic już nie powstrzyma rozwoju wirtualnej rzeczywistości?

– Oczywiście. Powstają wirtualne magazyny z częściami do maszyn, sklepy. Zaczyna się też kolejny etap rewolucji przemysłowej nazywany Industry 4.0, gdzie oprócz VR istotną rolę odgrywa sztuczna inteligencja. Wyjaśniając to obrazowo: wjeżdża produkt na linię i to on informuje maszynę czego mu potrzeba do wykończenia. A maszyna na podstawie tych informacji, kieruje go na odpowiednie stanowisko produkcyjne lub jeśli brakuje jakiegoś elementu w magazynie, decyduje skąd go sprowadzić optymalizując działania logistyczne. W tym kierunku to idzie.

Kosmiczne!

– Troszeczkę tak, dlatego w wielu firmach widzę opór przed wprowadzaniem takich innowacji. Szczerze mówiąc, ja też pewnych rzeczy nie potrafiłem sobie wyobrazić, dopóki nie wziąłem udziału w pokazie przygotowanym przez firmę Tomorrow. Wtedy zrozumiałem, jak funkcjonuje VR. Widzę możliwości z tym związane. Mogą dawać przedsiębiorstwom gamę rozwiązań w takich obszarach jak promocja (aplikacje na targi, wystawy – wirtualna wycieczka po halli produkcyjnej czy kokpicie sterowniczym jakiejś maszyny, pojazdu), czy szkolenia – np. wszędzie tam, gdzie bez działania na rzeczywistym sprzęcie można wstępnie przeszkolić nowego pracownika.

W jaki sposób można ten opór osłabić?

– Wszystko zależy od zarządu. Inżynierowie pracujący na produkcji zwykle są otwarci na nowości, bo wiedzą, że bez nich trudno o rozwój, natomiast osoby decydujące mają postawę zachowawczą. Moim zdaniem może się to zmienić, kiedy członkowie zarządu będą uczestniczyć w takich prezentacjach, w jakich ja brałem udział. To pozwoli im spojrzeć na VR z zupełnie innej perspektywy i rozproszyć ich obawy.

 

Nie uciekniemy od wirtualnej rzeczywistości

Na zdjęciu Robert Pogorzelski z goglami VR.

Serdecznie zapraszamy do zapisania się na nasz Newsletter !